żaglowce strona główna
Max Glob

Wasa II (40 cm)

Cena: 380.00 zł
22:40, 14 sierpnia 2016

PROMOCJA: - 25% NA DRUGI, TAŃSZY MODEL ŻAGLOWCA!



DANE MODELU:

Na pokładzie:

- schody, mostki, 24 działa,
- maszty, żagle naciągane za pomocą linek,


Wymiary:

długość kadłuba: 400 mm,
długość z bukszprytem: 490 mm

wysokość: 440 mm,
szerokość: 90 mm


WAKACYJNA PROMOCJA CENOWA - WAŻNA DO 31 SIERPNIA 2014R.
NA WSZYSTKIE PRODUKTY KUPIONE NA NASZEJ STRONIE - 5% ZNIŻKI!


HISTORIA:
źródło: wikipedia


Podczas wycieczki do Sztokholmu warto poświęcić pół
dnia na odwiedzenie jednej z największych osobliwości współczesnego
świata. Jest to muzeum jednego eksponatu - drewnianego okrętu, który
przeleżał na dnie bałtyckiej zatoki ponad 300 lat.

Okręt nosił dumną nazwę rodu szwedzkich królów: "Wasa".
Jego parametry były jak na owe czasy imponujące. Miał wraz z bukszprytem
69 m długości i blisko 12 m szerokości. Wysokość kadłuba na rufie wynosiła
19,3 m. Top najwyższego masztu (grotmasztu) wznosił się prawie 30 m ponad
górnym pokładem. Łączna powierzchnia wszystkich dziesięciu żagli
przekraczała 1275 m2. Kadłub wykonano ze szlachetnego czarnego dębu. Na
dwóch pokładach zainstalowano 64 działa. Nie oszczędzano na ozdobach - "Wasa";
miał być chlubą królewskiej szwedzkiej floty.

Galeon "Wasa" budowano przez 3 lata. W końcu, latem
1628 r. zwodowano go i wyposażono we wszystkie niezbędne rzeczy, w tym w
kamienny balast, poprawiający stateczność. 10 sierpnia okręt oddał cumy i
wyruszył w pierwszy i równocześnie ostatni rejs. Wiatr był niezbyt silny,
choć porywisty. Po przepłynięciu zaledwie 1300 m, "Wasa" pochylił się
nagle na lewą burtę. Woda wdarła się do wnętrza. Okręt spokojnie pogrążył
się w odmętach, zabierając na dno cały ładunek i około 50 marynarzy. Mimo
wielu prób, podejmowanych w pierwszych latach po katastrofie, nie udało
się wydobyć go na powierzchnię. Uratowano jedynie większość cennych dział.
Potem o wraku zapomniano.

"Wasa" przeleżał na dnie 333 lata w stanie niemal
nienaruszonym. Miejsce jego spoczynku odkrył w 1956 r. Anders Franzén,
jeden z najwybitniejszych znawców historii wojen morskich. Po ponad
czterech latach kosztownych prac przygotowawczych, okręt wydobyto na
powierzchnię 24 kwietnia 1961 roku. Dziś, zamknięty w
betonowo-szklano-miedzianym sarkofagu-muzeum, odrestaurowany i
zakonserwowany stanowi jedną z największych atrakcji Sztokholmu. Tysiące
zdobiących go rzeźb są jedyną w swoim rodzaju kolekcją dzieł sztuki
szwedzkiej z początków XVII wieku.

Dlaczego "Wasa" zatonął?


Okręt był zbudowany bardzo solidnie z dobrego
gatunku drewna - dowodzi tego jego stan po ponad trzech wiekach pobytu pod
wodą. Ówcześni stoczniowcy nie potrafili jednak obliczyć niezwykle ważnych
dla okrętu warunków stateczności. Budowniczy "Wasy", Henryk Hybertsson
skorzystał z przekazywanych z ojca na syna planów budowy okrętów, ale
wszystkie wymiary znacznie mniejszej jednostki po prostu powiększył o
jednakowy współczynnik, nie uwzględniając jednak wymogów stateczności, o
których miał prawdopodobnie nikłe pojęcie. Płaskie dno, niewielkie
zanurzenie, ogromna przewaga części nadwodnej nad podwodną, niewielki
kamienny balast i na dodatek zgromadzenie na górnych pokładach 64 ciężkich
dział spowodowało, że jednostka ledwie utrzymywała równowagę na wodzie
nawet bez żagli. Przeprowadzone bezpośrednio przed wypłynięciem próby
stateczności przerwano z obawy przed wywróceniem okrętu - co mogło spotkać
się z gniewem monarchy, króla Gustawa II Adolfa. W chwili katastrofy okręt
niósł zaledwie kilka mniejszych żagli. Mimo to pierwszy silniejszy podmuch
wiatru niemal natychmiast wytrącił go z równowagi.

Tyle mówi teoria. Jednak katastrofa "Wasy" może mieć
inną, pośrednią przyczynę. Szwecja prowadziła wówczas liczne kosztowne i
wyczerpujące wojny, między innymi z Polską. Zapotrzebowanie na wojenne
okręty było bardzo duże. Budowano je w dużym pośpiechu, zużywając setki
tysięcy dębów. Pośpiech przy budowie, obawa przed gniewem króla i
niezadowolenie z sytuacji w wyczerpanym wojnami kraju mogły zaowocować
niedociągnięciami - błędami konstrukcyjnymi, załadowaniem zbyt małego
balastu, złym rozmieszczeniem ładunku przed wypłynięciem w rejs,
sabotażem...

"Wasa" dysponował ogromnym potencjałem militarnym i
znacznie większym uzbrojeniem, niż jakikolwiek okręt pływający w tym
czasie po Bałtyku. Jego pojawienie się na morzu mogło zmienić losy wojen
szwedzkich. Nigdy nie dowiemy się, jak dziś wyglądałaby mapa Europy po
wprowadzeniu do walk tak wielkiej jednostki. Tajemnicą pozostanie, czy za
katastrofą nie stał przypadkiem wywiad wojskowy jednego z państw,
zagrożonych szwedzką ekspansją. Jakie jeszcze niewiadome kryje, wydawałoby
się, poznany w najmniejszych szczegółach wrak największego bubla w
historii światowej floty?



Zdjęcia (7)

admin projektowanie tworzenie aplikacji stron internetowych